• No cóż. Byłem w urzedzie gminy. Okazuje się, że wezwania dostali osoby na które doniósł "życzliwy" sąsiad (chociaż tego sąsiada ścieki trafiają tam gdzie wszystkich czyli do jeziorka) Gmina musiała wysłać jakieś papierki co by była na czysto. Powiedziano mi, żebym odpisał na pismo, że nie ma zbiornika bezodpływowego i takie tam głupoty. Gmina robi projekt aby każdy mieszkaniec (lub kilku w jednym budynku) wybudował oczyszczalnię ścieków z dofinansowaniem z gminy. Tylko ciekawi mnie jedna sprawa. Ok dofinansowanie częściowe przez gmine, papierki też pewnie załatwi gmina, a co jeśli ktoś ma tylko przed wejściem do mieszkania podwórko o naprawa uszkodzonego wodociągu powierzchni np 6x10 metrów? Z tego co wyczytałem w necie muszą być spełnione odległości od granicy działki i takie tam a taka powierzchnia nie spełnia tych warunków ani na oczyszczalnie ani na szambo. Prosze o pomoc przy doborze filtra do calego domu (5-6 os - woda z wodociagow). Za filtrem stalym bedzie zmiekczacz wody. Zalezy mi na tym by bym mozliwie bezobslugowy (dla kobiety , taki prosty o obsludze). Jakies pomysly? Jezeli gramatura filtra bedzie za drobna (5-20mikronow) to kobietka sie wnerwi i nie bedzie go wymieniac/czyscic (bedzie na bypassie). Filtr taki 90mikronow jest wystarczajacy do domu? Proponuję filtr 90 um z automatycznym płukaniem. 

    Znalezione obrazy dla zapytania dom energooszczędny

    Siatka jest na tyle duża, że się nie zapcha, a automat wypłucze go co kilka dni - najbardziej bezobsługowy. Za tą bezobsługowość trzeba słono zapłacić naprawa uszkodzonego wodociągu.

    Jak chcesz tanio to trzeba będzie się ruszyć i co jakiś czas wymienić wkład - jak tego nie zrobisz to po co wo ogóle go instalować?Borykam się z takim problem. Posiadam 2 rury kanalizacyjne do ścieków. Problem jest taki że jest 1 metr różnicy w wysokości między jedną i drugą. Ma ktoś może jakiś pomysł jak podnieść takie ścieki i zrównać te rury na jeden poziom.Nie ma w ofercie szamb z podwójnym zbiornikiem wewnątrz? Tzn. oddzielonym pionową ścianą, takie 2w1, wtedy pracują sobie niezależnie, a przy opróżnianiu wybierają z dwóch podczas wizyty. www

    Na środę jedzie szambo do mnie a nie chcę jednej rury dawać na górze szamba a drugiej pośrodku, bo jak sie szambo zapełni do połowy to z jednego pomieszczenia będzie problem z odbiorem.


    votre commentaire
  • Moje zrozumienie autora jest takie, ze wszyscy sa podpieci formalnie do gminnej kanalizacji! Gmina scieki odbiera, ale zamiast jest oczyscic spuszcza je prosto do jeziora. W sumie to samo Warszawa robila przez kilkadziesiat lat, wiec zaden specjalnie nietypowy pomysl.

    W takim przypadku gmina walscicieli za swoje nierobstwo (brak oczyszczalni) raczej do niczego nie przymusi. Kanalizacja jest z czasów gdzieś okolo wojennych i spływa do jeziorka. Kiedyś za Niemca to jeziorko, to był staw hodowlany. Wszyscy są podpięci pod kanalize a ona do tego jeziorka. Nigdy nikt przy tym nic nie robił. Jak została wybudowana x lat temu tak jest do tej pory. Gmina nic przy tym nigdy nie robiła i nie robi tylko wysyła przygłupawe pisemka. Nie robimy tak aby nie generować kosztów, poprostu jak chcą żeby im płacić to niech zrobią naprawa wodociągu oczyszczalnie. Większości ludzi nie stać na wykładanie kasy na swoje prywatne szamba a część ludzi to nawet by nie miała gdzie takiego szamba zrobić. Od początku istnienia nikt nikomu za ścieki nie płacił, i nikt nigdy ścieków nie odbierał no bo niby skąd jak wszystko w jeziorku. ( jeziorko ma z 15hektarów) Kiedys był to pgr, rozpadł sie, i tak to juz zostało. A kto jest właścicielem? Chyba bezpańska jest. Część leży na prywatnych posesjach, część na ziemi prywatnego gospodarstwa, a jeszcze dalej to już chyba ziemia agencji rolnej. Czarna magia. No nie da się tego opisać jaki tu w tej gminie burdel jest. No ale do kasy do łapy wyciągają.

    Jesli te odprowadzenie do jeziorka jest zrobione jakos na dziko - czytaj mieszkancy nie sa formalnie podpieci do kanalizacji, bo ta rura to jakis prywatny wynalazek, albo zrobiony bez planu itp, to inna sprawa. Przymusic moze i powinna. Zrozumialem to zupelnie inaczej.(ze jest to regularna gminna kanalizacja).

    W takim przypadku to oczywiscie Was beda mogli scigac i zmuszac do budowy szamba/oczyszczalni. Ciężko osiągnąć kompromis jeśli finansować mieliby to mieszkańcy.

    Ale gdyby gmina się tym zajęła to może coś by z tego wyszło naprawa wodociągu Warszawa.

    Wszystko w rękach urzędników, czyli nic z tego nie będzie.. 

    Bo idea jest bardzo dobra. Zainstalowanie 15 szamb to koszt pewnie z 50.000 jesli kazdy bedzie robil sam dla siebie.

    Jestem prawie pewien, ze za tyle mozna kupic oczyszczalnie biologiczna na powiedzmy 50 osob. Biologiczna, bo oczyszczone scieki by se nadal splywaly do jeziorka ta sama rura ale juz na

    legalu.

    Znalezione obrazy dla zapytania dom energooszczędny

    A eksploatacyjnie taka oczyszczalnia to 1/10 kosztu szamba.

    Dodatkowy plus ze samej sieci/przylaczy nie trzeba by przerabiac, kopac ludziom po ogrodkach itd, jesli oczyszczalnia moglaby stanac juz za wszstkimi domami (czyli blizej jeziorka) tutaj

     

    Taki "luźny" pomysł mi wpadł do głowy z ta oczyszczalnią czytając ten wątek

    i się nim podzieliłem

    Z punktu widzenia gminy, to wyglada jakbyscie sobie scieki za dom wylewali. 


    votre commentaire
  • Mistrzostwa Europy Euro2016 w pilce noznej. W wiekszosci jezykow, oczywiscie „pilka nozna” w j.polskim, czyli futbol. Wiele terminow wypozyczonych zostalo z jezyka angielskiego w pilce noznej. Sam „futbol” nawet po albansku „futboll” czy coraz czesciej

    po islandzku „fótbolti” ale Finowie nazywaja „jalkapallo” a Wlosi „calcio”.

    Jezyk pilki noznej jest dosc oryginalny i nie zawsze slownictwo odpowiada znaczeniom doslownym etymologicznym. Na przyklad „tunnel” to nie „tunel” a „through the legs” (miedzy nogami) albo „nutmeg” (muszkat) tez „nogi” – through the nutmegs. Warto przysluchac sie angielskim komentatorom EM.

    Islandia, ciekawy kraj o bardzo restryktywnej polityce jezykowej, czyli tworzymy torby papierowe wlasne slowa ale nie pozyczamy. Jednakze angielski jest bardzo ekspansywny w futbolu i Islandczycy zaczynaja nazywac pilke nozna : „fótbolti”, chociaz wiekszosc krajowa

    uzywa slowa „knattspyrna” („knatt” – pilka, „spyrna” – kopac). Jeszcze do roku 2010 bylo prawie nie do myslenia zastapienie wlasnej „pilki kopanej” angielskim „futbolem”.

    Angielskie zapozyczenia w islandzkim zaczynaja byc codziennoscia a formalny jezyk powoli kapituluje.

    jesli idzie o pilka nozna i terminy angielskie papierowe torebki  z nia zwiazane, to w Skandynawii obecnie

    najbardziej ortodosyjni sa Norwegowie. Ale, ze nie ma ich na imprezie, wiec nieobecni

    zapewne nie maja racji. Proponuje zaczac wyczyszczenie jezyka polskiego od wlasnego podworka, czyli w polityka.pl. Jest tu kilku dziennikarzy,  ktorzy maja trudnosci z wyslowieniem sie „po polski”. Na przyklad zwroty „informatyzacja gminy”, „brak konsensusu” i moj „ulubiony” – „sorki”. Bez znajomosci jezyka angielskiego nie mozna zrozumiec, o czym szanowna redakcja pisze. Zakladam, ze wina nie jest po stronie jezyka angielskiego chociaz moje zalozenie moze byc odmienne od piszacych „po polski”.

    W moich stronach mozna uslyszec slowa zaporzyczone z obcych jezykow. Tych slow jest niewiele, ale sa i sa mile dla ucha. Nikt nie ma problemu z wyslowieniem sie po angielsku, oczywisice zakladajac ze zna ten jezyk chociaz nie musi.

    W WA w publicznych miejscach sa po angielsku i po hiszpansku.

    Znam jedno miejsce, gdzie napis „Do not enter. Alarm will sound” jest napisany jak zwykle po angielsku i po hiszpansku, ale rowniez po rosyjsku. Jest to miejsce popularne wsrod przyjezdnych z Rosji, ktorzy notorycznie lamia przepisy i wchodza tam, gdzie nie powinni wchodzic.

    Powszechnie uzywane wsrod nas slowo „sauerkraut” to uklon pod adresem tradycji kuchni niemieckiej. To samo z jezykiem hiszpanskim – uklon dla kuchni meksykanskiej i nazwy burrito, quesadilla, tacos, guacamole i wiele innych. Podobne uznanie jest dla kuchni polskiej. Na krancu kontynentu w Neah Bay, na terenie Makah Indian Reservation w sklepie jest do nabycia „Polish kielbasa”, poprawna wymowa: „polisz kobasa”.

    Inne slowo „sensei” zaporzyczone z jezyka japonskiego oznacza wiecej niz „nauczyciel”. „Sensei” to rowniez mentor.


    votre commentaire
  • Op, pardon, nobile verbum, na takie dictum acerbum.

    Powinni byli przeprowadzić debatę w Sejmie, i tzw. decyzję podjąłby Sejm w imieniu suwerena. W normalnej demokracji tak się robi. Ale nie w dzikim kraju. Wydźwięk propagandowo-polityczny byłby nie do przewidzenia. Politycy tzw. opozycji escape room pozaparlamentarnej całą swoją nieodpowiedzialność mieliby okazję wyrazić. Czy oni chociaż wiedzą co w języku polityki znaczy określenie: there is no such thing as a free lunch?Nie wiem czy warto rozmawiać z gostkiem, używającym argumentów typu „głupek”.

    Jak rozumiem, stereotypy wtłoczone w pańską główkę, zwalniają od samodzielnego myślenia?

    Armia zawsze służy do pacyfikowania ludności cywilnej, na podbitym obszarze.

    Takie trudne do zrozumienia imprezy firmowe Warszawa ?

    Jeżeli obce mocarstwa tłumiły nasze powstania, to było źle, a jeżeli polskich oddziałów uzywa się do tłumienia innych powstań, to wszystko w porządku?

    Trzeba mieć moralność Kalego, albo byc bezmózgowcem, by głosić takie teorie.

    Do oceny zjawisk powinno się używać jednej miary.

    Oswiecenie jeszcze do niektórych „czerepów rubasznych” nie dotarło…..

    Właściwie dlaczego Polacy w PRL nie ukuli hasła – nie ma czegoś takiego jak darmowa zagrycha? Jak się szło do knajpy, to do wódki lub piwa (lub do wódki i piwa) trzeba było kupić zagrychę, inaczej alkoholu nie sprzedali. Ale te dobre czasy trwały zbyt krótko. Zagrycha rychło się skończyła. I o przywrócenie zagrychy walczyli robotnicy Radomia i Ursusa. O godne napicie się w knajpie. Badania okoliczności smoleńskiej katastrofy/zamachu wykazały, że na pokładzie tupolewa podawano napitki tego rana, zdaje mi się. Ale nic nie słyszałam o przekąskach. Nie wiem, czy akurat wymuszana, w dodatku na pewno. Na pewno wymuszona to była decyzja Kwaśniewskiego i Millera udostępnienia sojusznikom bazy w Starych Kiejkutach. Podobno za karton z piętnastoma milionami dolarów. Czy i tym razem jakiś karton odegrał rolę języczka u wagi? Nie, tym razem na pewno żadnego kartonu nie było. Sprawa ma zupełnie inny charakter. Obie strony grają czysto. Z najtragiczniejszymi skutkami działalności ISIS możemy w każdej chwili mieć do czynienia w Polsce. Polska nie może w takiej sytuacji pozostać bezczynna. Te cztery samoloty i 210 żołnierzy to zaledwie minimum tego, co polskie władze mogły zrobić. Nie ma sensu czepiać się prezydenta Dudy.


    votre commentaire
  • Nie znam się na finansowaniu służby zdrowia. Wiem to, co można wyczytać w książkach lekarzy (to literacko uzdolniona profesja) amerykańskich, argentyńskich, kanadyjskich, w okresowych komunikatach WHO, w prasie i to, co mówią znajomi i rodzina po świecie rozrzuceni – pieniędzy jest za mało, wszędzie. I jest to efekt nie tylko lawinowo drożejących nowoczesnych procedur i medykamentów, ale i tak szerokiego dostępu do usług medycznych, jakiego dotąd nie było. Z wyjątkiem enklaw odciętych od cywilizacji z pomocy medycznej starają się dzisiaj skorzystać wszyscy. I trudno się dziwić, to jest postęp, o który starano się przez stulecia. Pięknie, tylko o kosztach tego nie pomyślano na czas. Ponadto cały proces leczenia przestał być domeną jednego lekarza, a stał się elementem działania licznych instytucji – błąd, zaniedbanie, wada systemu mogą wystąpić na każdym etapie postępowania – diagnozowania, badań laboratoryjnych i dodatkowych, interpretacji danych, wnioskowania, wyboru terapii itd itp. Przeciętny szpital zatrudnia kilkaset osób. Błąd może popełnić każda z nich, a skutkuje to czasem odległymi roszczeniami. Kuzyn mój pracuje w Ohio (USA) mówi, że są hrabstwa (powiaty) w których nie ma ani jednej praktyki ginekologicznej – lekarzy nie stać na b.wysokie, wymagane w tym stanie ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (jest to specjalność z trecią lokatą możliwości popełnienia błędu lekarskiego). Tylko duże, bogate szpitale mogą sobie pozwolić na fanaberię ryzykownych zabiegów (?) Mimo tego błędy zdarzają się nawet w klinikach Mayo (2,5%). Kanada uchodzi za kraj o wzorowej służbie zdrowia i zapewne tak jest, ale znajoma blogowiczka z uszkodzeniem nerwu łokciowego ma konsultacje ortopedyczne m/w raz na 9 miesięcy i od dwu lat czeka na decyzje czy będą robić zabieg, czy wystarczy rehabilitacja.. Widać o proteście lekarskim nie można inaczej, niż klęczkach. Ale może to i dobrze, bo dziś jestem po doświadczalnym sprawdzeniu sytuacji. Odwiedziłem mianowicie „swój” ZOZ (niepubliczny jak najbardziej, czyli – po ludzku – prywatny), bo akurat (taki zbieg okoliczności) kończyły mi się leki, w liczbie trzech. No i dostałem receptę. Na jeden była określona płatność 30%, na pozostałe dwa literka R, czyli, jak rozumiem, ryczałt. Gdybym chciał zastosować żelazną logikę Autora blogu (ze zdjęcia sądząc, lekarza), napisałbym, że w 100% protest nie wypalił. Przyznam że, wzbudziły moją nieufność. Po pierwsze: oczekiwanie, aby mianowany „Szef” był postacią jednoznacznie pozytywną w ocenie… Autora. To się nazywa maksymalizm oczekiwań. Chyba rzadko się spełnia.

    Po drugie: Autor zarzuca nowej pani prezes fałszerstwo. Rację ma nie ona (cynicznie łżąc?), ale sondaż Medycyny Praktycznej. Nie wiem, jaka jest wiarygodność sondażu, bo nic więcej na jego temat nie wiadomo (próba? zakres?).

    Co do błędów na receptach. Już w szkole podstawowej uczy się, że błędy w dyktandzie skutkują obniżeniem oceny. Niezależnie od tego, czy wynikają z niewiedzy, czy ze zmęczenia, czy z nieuwagi.

    A co do protestu skutkującego obciążeniami dla pacjentów: w naszej przychodni (prywatnej) dzisiaj bliskiej mi osobie wypisano receptę na leki z refundacją. Tak zresztą było i podczas protestów styczniowych.

    Słuchając doniesień medialnych i czytając niektóre komentarze, mam wrażenie, że żyję w jakimś innym kraju. Ale może to dobrze?Mam jednak: 1. poczucie, że moje osobiste doświadczenia nie są jednak powszechnie sprawdzalne; 2. nadzieję, że Autor-lekarz lepiej leczy, niż wnioskuje.Podobnie znajomy z Niemiec bywa u onkologa – androloga raz w roku i dostaje zalecenia dla lekarza rodzinnego. Ja, żeby uzyskać receptę na okulary, odwiedzałam okulistę trzy razy – co 2 tygodnie, mimo, że w zasadzie jestem osobą nie chodzącą (okazało się, że opłata dla okulisty wynosi ileś tam złotych w systemie i lekarz dzieląc badania na trzy części mógł sobie potroić stawkę. Gdybym o tym wiedziała, poszłabym do gabinetu prywatnego, to, co wydałam 3 krotnie na taksówki w obydwie strony, starczyłoby z naddatkiem na honorarium, a NFZ i tak dopłaca do okularów sumę nijak się mającą do kosztów). Czyli sprawa organizacji i przejrzystości systemu. Byłam świadkiem we Francji, jak znajomy z dyskopatią zapłacił za rtg i za wykup recepty, dostał rachunek i jeszcze tego samego dnia odesłał obydwa rachunki do swojej kasy chorych. Refundacja wpłynęła na jego konto po tygodniu (80% bodajże) czyli gabinet rtg i farmaceuta nie ma nic wspólnego z refundacją – oni otrzymują 100% wartości usługi od pacjenta, to pacjent dostaje refundację. Polacy mieszkają dzisiaj po całym świecie, korzystają z usług medycznych wszędzie i pewnie wszędzie narzekają. Wydaje mi się, że wypracowanie spójnego i wydolnego (w ramach możliwości, a nie marzeń) systemu finansowania publicznej służby zdrowia jest jednym z podstawowych zadań administracji państwowej i może to nastąpić tylko przy lojalnej współpracy pracowników służby zdrowia, ekonomistów i prawników. Niech to wreszcie ma ręce i nogi.


    votre commentaire



    Suivre le flux RSS des articles
    Suivre le flux RSS des commentaires